Internet coraz częściej podsuwa treści, które wyglądają porządnie, a z prawdą mają niewiele wspólnego. Chodzi nie tylko o zmyślone wiadomości, ale też o deepfake — materiały wykorzystujące cudzy wizerunek do rozsiewania fałszu. W praktyce najłatwiej wpaść w pułapkę wtedy, gdy przekaz gra na emocjach i każe reagować natychmiast.

W obiegu krążą różne formy takich treści. Jedne są tworzone po to, by celowo wprowadzić odbiorców w błąd, inne bazują na prawdziwych informacjach użytych w szkodliwym kontekście, a jeszcze inne wynikają zwyczajnie z błędu i bezmyślnego podawania dalej niesprawdzonych rzeczy.

Najprostsza zasada jest jedna: przed kliknięciem „udostępnij” warto na chwilę się zatrzymać. Dobrze sprawdzić, skąd pochodzi informacja, kto ją opublikował i czy da się ją potwierdzić w co najmniej dwóch niezależnych źródłach, zwłaszcza gdy brzmi sensacyjnie.

To samo dotyczy liczb i badań. Sam procent albo wykres jeszcze niczego nie przesądza, jeśli nie wiadomo, kogo badano, kiedy zebrano dane i kto za to płacił. Warto też oddzielać zwykłe współwystępowanie zjawisk od sytuacji, w której jedno faktycznie wynika z drugiego.

Przy zdjęciach i nagraniach dobrze sprawdzić cztery rzeczy: czy materiał jest oryginalny, kto stoi za publikacją, kiedy powstał i gdzie został zrobiony. Osobna sprawa to bezpieczeństwo kont. Silne hasło, menedżer haseł i logowanie dwuetapowe ograniczają ryzyko przejęcia profilu, z którego potem mogą być rozsyłane kolejne fałszywe treści.

źródło: Urząd Miejski w Pszczynie